Czy ktoś z was pamięta jeszcze starych przyjaciół rakietnicę, spawarę i granatnik? Pora, by powrócić do znajomych z dawnych lat. Na arenę zmagań onlineowych FPS-ów wkracza nowy-stary gracz. Panie i Panowie, oto Quake Live!
Któż z nas nie grał choć raz w pierwszego Quake’a w trybie sieciowym? Do dziś pamiętam lekcje informatyki spędzone na LANowych potyczkach ze znajomymi. Oldskulowy multiplayer zdobył na tyle dużą popularność, że id Software zdecydowało się na zrobienie gry zawierającej jedynie tryb Multi. Tak właśnie powstał Quake III Arena. Doskonały tryb sieciowy, mnogość rodzajów rozgrywek (deathmatch, ganianie za flagą itp.) i bardzo dobra (jak na tamte czasy) oprawa sprawiły, że Quake III po dzień dzisiejszy jest uznawany przez wielu graczy za najlepszy sieciowy shooter, a jego popularność wciąż utrzymuje się na wysokim poziomie. Co więcej, nie zestarzał się zbytnio (jedynie mechanizmy rozgrywki są naprawdę mocno „staroszkolne”), a do jego odpalenia wystarczy przeciętny biurowy pecet. Może warto więc odświeżyć kultowy już tytuł?
Welcome to Quake Live
Producenci gier online w dużej mierze starają się wyciągnąć z graczy jak najwięcej kasy. Są rzecz jasna chlubne wyjątki (choćby Guild Wars), ale raczej potwierdzają one regułę. W gatunku sieciowych shooterów obserwujemy natomiast tendencję całkowicie odmienną. Zaczęło się już bodaj od America’s Army, teraz czekamy na Battlefield: Heroes, a Quake Live wpisuje się w ten trend. Jest to gra całkowicie darmowa, id obiecuje, że projekt będzie finansowany jedynie z reklam, choć podczas gry żadnych nie uświadczymy. Co więcej, najnowszy Quake jest grą… Przeglądarkową! Ciężko uwierzyć, ale to prawda. Instalator waży zaledwie kilka mega, sam proces instalacji trwa zaledwie kilka minut, rejestracja niewiele dłużej i można grać. Niemal niezależnie od mocy naszego sprzętu, Quake Live i tak będzie hulał jak Kubica na sterydach. Do tego gramy w oknie przeglądarki (jest opcja pełnego ekranu) i nie przejmujemy się instalowaniem programu, całość wczytuje się bezpośrednio z serwerów id. Brzmi obiecująco, ale jak ten eksperyment prezentuje się w akcji? Właściwie, nad wyraz dobrze…
Pokaż jak skaczesz, a powiem ci co umiesz…
Po uruchomieniu gry i skonfigurowaniu kilku opcji lądujemy na planszy. Zanim rozpoczniemy właściwą zabawę, czeka nas pojedynek z Crashem. Znamy go już z Quake III Arena, tutaj pełni rolę instruktora. Kwestię poziomu trudności (słyszeliście w ogóle o czymś takim w sieciówce?) rozwiązano bardzo pomysłowo. Jeśli nie czujemy się na siłach, by w ogóle utrzymać w łapach rakietnicę, warto wejść w pierwsze drzwi (znamy to z pierwszego Wstrząsu) i automatycznie zostajemy zakwalifikowani do początkujących graczy. Jeśli wiemy zaś co to rocketjump, a fragować potrafimy nawet z zawiązanymi oczami i bez użycia broni palnej, wystarczy wykonać kilka akrobacji i przeskoczyć (dosłownie) do następnej sekcji, gdzie kolejne drzwi prowadzą do grupy bardziej zaawansowanych graczy. Kolejna sekcja wiąże się między innymi z wykonaniem wspomnianego rocketjumpa i muszę przyznać, że tu utknąłem i musiałem wybrać drzwi nr 3. Do 4 nie dotarłem, może jeszcze kiedyś spróbuję to zrobić.
Po manewrach z wyborem drzwi, przychodzi czas na 10 minutowy pojedynek z Crashem. Jego wynik będzie dla gry informacją, czy faktycznie nadajemy się do danej grupy graczy. To swoisty test naszych umiejętności. Po pojedynku jeden na jeden z naszym instruktorem możemy wreszcie przystąpić do właściwej rozgrywki. Na ekranie wyboru serwera jest ich całkiem sporo, ale nie pogubimy się, gdyż gra sama sugeruje, który mecz będzie dla nas najlepszym wyborem. Oczywiście, możemy wybrać dowolny serwer, ale chyba lepiej grać z graczami o podobnych umiejętnościach do naszych, nieprawdaż?