
Opis ProduktuDługo czekałem na ten moment… no może nie zupełnie, bo chciałbym już w tym momencie pisać recenzję do drugiej części Mafii, ale bardzo cieszę się z tego, co mi już było dane zobaczyć! Tym bardziej raduję się, że moje pesymistyczne nastawienie do sequeli w tym przypadku zanikło, bo gameplay z Mafii 2 po prostu miażdży!
Wszyscy ci, którzy mieli okazje zobaczyć końcówkę pierwszej części gry wiedzą, że z wiadomych przyczyn nie zobaczymy w sequelu Thomasa Angelo (głównego bohatera Mafii) i całej jego mafijnej rodziny. W tym momencie nie będziemy za nimi płakać, ale
chciałbym, aby te wszystkie postacie (jak i fabuła za razem) były tak samo świetnie zarysowane w nadchodzącej, drugiej części. Czy jest to w ogóle możliwe? Ja wierzę, że dwa razy taka sztuka może się udać, ale jak to wyjdzie to się zobaczy…
Dawaj! Dorwiemy tego kota!
Fragment gry jaki miałem okazję zobaczyć, rozgrywa się latem1951 roku i wzięto go ze środkowej części scenariusza. Bohaterowie, Vito Scaletta i Joe Barbarro, to świeżo upieczeni gangsterzy, którzy działają pod ranga żołnierzy. Jednakże, aby nie było, w każdej pracy mamy możliwość awansu, a ci panowie stanęli przed taką misją, której wykonanie może sprawić, że ich pozycja w gangsterskiej hierarchii zmieni się na lepsze.
Owe zadanie zaczęto pokazywać od momentu przechadzki po mieście, aż do miejsca spotkania partnerów. Dla mnie to była okazja przyjrzeć się otaczającemu nas miastu. Co tu dużo gadać, takie coś to trzeba zobaczyć na własne oczy.
Już pomijając wszystkie zachwyty nad wyglądem otaczającego nas świata, przede wszystkim trzeba zwrócić uwagę na to, że wszystko po prostu – żyje!
Dzięki wspaniałej, autorskiej technologii zwanej Illusion Engine, Czesi (studio 2K Czech) stworzyli klimatyczne i bardzo prawdziwe miasto: chodnikami spacerują przechodnie, panowie oglądają się za ładnymi kobietami, gazeciarze wykrzykują nagłówki gazet, a samochody wolno snują po zatłoczonych ulicach fikcyjnego miasta Empire Bay… fikcyjnego, ależ za to jak realistycznego! Nie ma to tamto, algorytmy odpowiadające za sztuczną inteligencję postaci niezależnych są naprawdę imponujące… ludzie zachowują się tak, jak na człowieka przystało. Sympatycznym widokiem jest przechodzień, który przystaje zaciekawiony przy jakiejś wystawie sklepowej i rzuca okiem na towary, albo kiedy kupuje sobie hod-doga. My też mamy możliwość kupić sobie „gorącego psa”, albo wypolerować sobie glany u pucybuta (przy okazji zasięgając kilku informacji od chłopaka).
Prawie jak na Dzikim Zachodzie.
Dobra, z racji tego, że Vito jest człowiekiem pracowitym, jego przechadzka długo nie trwała i wsiadł do samochodu, w którym siedział Joe i młody kierowca, dla którego ta akcja będzie chrztem bojowym. Kiedy zobaczyłem jazdę samochodem przypomniało mi się GTA IV i to nie przez przypadek, bo model jazdy jest wręcz bliźniaczo podobny. Mało tego, te rozmowy między bohaterami w aucie…
zaleciało troszkę GTA, ale to i w sumie dobrze!
Po dotarciu na podziemny parking luksusowego hotelu, wiedziałem już dokładnie jak wygląda plan pozbycia się Clemente - szychy konkurencyjnej rodziny. Priorytetową czynnością okazało się, że Vito i Joe muszą przebrać się w ciuchy jakie noszą pracownicy hotelu. Odpowiednio odziani następnie podkładają bombę w apartamencie tego skurczysynka i na spokojnie kierują się na dach wieżowca, gdzie po drobnej wymianie ognia z chłoptasiami Clemente detonują ładunek. Po eksplozji nic innego nie pozostaje jak sprawdzić, czy nasz cel jest rozrzucony we wszystkie strony świata. Więc wchodzimy do zewnętrznej windy, za pomocą której zjeżdżamy na odpowiednie piętro i… co się okazuje? Clemente wychodzi zaszokowany z klopa i rozpoznaje naszych bohaterów. Od tego momentu zaczyna się pogoń za złoczyńcą.