
Opis ProduktuTematyka Trójkąta Bermudzkiego z rzadka poruszana jest w branży komputerowej. Nic więc dziwnego, że w końcu znalazło się studio, które postanowiło przełamać nieco lody i powiązać historię mistycznego miejsca na Oceanie Atlantyckim z... futurystyczną, trzecioosobową grą akcji! Oto przed Wami stoi
Dark Void – tytuł aspirujący do miana jednej z najciekawszych produkcji pierwszego kwartału obecnego roku!
Bla bla bla...
Chyba nie jest zbytnio zaskakującym, że Dark Void nie zachwyci graczy swoją głębią fabularną. Mamy tu naturalnie złych obcych i jednego sprawiedliwego, który niczym jednoosobowa armia rozprawia się z bezdusznymi kreaturami z kosmosu. Całość ma miejsce w roku 1938. William Augustus Grey, bowiem o nim mowa, to zwyczajny pilot. Nie wyróżnia się niczym konkretnym, z wyjątkiem celującej obsługi latających maszyn. Pech tak chciał, że kolejna jego trasa wiodła przez osławiony Trójkąt Bermudzki, a jak takie podróże się kończą wszyscy wiemy. To jest jeszcze raczej realistyczna wizja fabularna, potem już mamy do czynienia z totalnym odlotem. Will, wraz ze swoją przyjaciółką Avą, trafia przez dziwny portal do Voidu – równoległego świata, targanego konfliktami między The Survivors, ocalałymi z podobnych eskapad przez Wielką Wodę (co ciekawe, gości wśród nich sam Nikola Tesla!), a The Watchers – rasą obcych, która żyje w przeświadczeniu, że to oni dali Ziemi początek. Pomyślmy, co może się stać dalej. Ano tak –najeźdźcy chcą wyplenić naszą planetę z wszystkiego, co żyje i oddycha (pamiętacie Prey?), my zaś mamy walczyć w imię dobra, a przy okazji postarać się o podwózkę do normalnej rzeczywistości.
Nie należy odszukiwać tu jakiegoś ukrytego sensu bądź przekazu – Dark Void ma zaskakiwać czymś innym. Rozgrywką. I mogę tutaj szerzej nieco przybliżyć kilka najważniejszych elementów, ponieważ twórcy z Airtight Games udostępnili kilka dni temu grywalną wersję demonstracyjną, zawierającą parę minut całkiem przyjemnej walki. To, co ma wyróżniać Ciemną Pustkę, czyli pojedynki powietrzne, o dziwo są całkiem niezłe. Niestety, odradzam w tym momencie użytkowanie klawiatury – przechodząc demo dwukrotnie, raz na klawiaturze, raz na padzie, poczułem dość wyraźną różnicę w przyjemności i trudności. Sterowanie protagonistą za pomocą kilku klawiszy jest... nieporęczne, nieprecyzyjne, wręcz karkołomne. Sam zaś model latania to nic innego, jak wariacja na temat Iron Mana. Sterując odzianym w plecak odrzutowym Willem staramy się najczęściej unikać ataków naziemnych dział i lewitujących spodków, starając się jednocześnie je unieszkodliwić. Zaskoczyła mnie mobilność dzieła Tesli – wykonywane przez Grey’a uniki i inne manewry prezentują się świetnie, a zamontowany na stałe karabin maszynowy nie da nawiniętym na celownik najmniejszych szans. To jednak nie jedyne zastosowanie naszego jetpacka. W stosownym momencie podczas walki naziemnej możemy zwyczajnie odbić się od powierzchni i ostrzeliwać obcych z dystansu. Co więcej, znajdując się w pobliżu przelatującego właśnie pojazdu obcych, możemy nań wskoczyć i postarać się o przejęcie technologicznego cacka dla naszych własnych potrzeb. Towarzyszy temu dość prosta, aczkolwiek nawet efektowna mini-gierka z serii QTE (Quick Time Events).
Jedna z akcji w ramach vertical combat
Poza zadziwiającymi pojedynkami w powietrzu, w Dark Void zaznamy na szczęście także trochę ziemi. I o ile wcześniejsze elementy są łudząco podobne do Iron Mana, o tyle sekwencje wymiany ognia z obcymi (którzy są notabene robotami, bądź też łudząco podobni do nich) przypominają klasykę gatunku – Gears of War. Mamy więc system chowania się za osłonami, ostrzeliwanie na ślepo czy szybkie przebiegnięcia pomiędzy kolejnymi przedmiotami. Jeżeli jednak dojdzie do sytuacji, gdzie Will znajdzie się naprzeciw obcego, nie zawaha się użyć własnych pięści i kolb karabinów. Walka wręcz jest często ostatnią deską ratunku przed wczytaniem ostatniego zapisanego stanu gry. Niestety, o dziwo, chyba nie powinniśmy oczekiwać zbytniej intensywności, przynajmniej takowej nie zaznałem w wersji demonstracyjnej, choć potwierdzone są informacje o kolosalnych bossach (także mechanicznych). Wszak w końcu za produkcję odpowiedzialny jest w pewnym stopniu Capcom, którego zapędy w kierunku ogromnych przeciwników są powszechnie znane i szanowane. Testując demo doszedłem jednocześnie do wniosku, że walki na powierzchni zdecydowanie są domeną klawiatury. I tutaj dochodzimy do momentu konsternacji – czy do grania w Dark Void wymagana jest obsługa zarówno pada, jak i klawiatury? Powiem więcej – nawet myszki! A tak na serio – absolutnie nie namawiam nikogo do rezygnowania z kupna tego tytułu tylko dlatego, że nie posiada preferowanego przeze mnie sprzętu. Kwestia przyzwyczajenia, ot co.
Abstrahując jednak od zaledwie kilkuminutowego pokazu możliwości programu, w Dark Void doświadczymy także szeroko rozumiane pojedynki w trzech wymiarach, tzw. vertical combat. O czym mowa? Pewne sekwencje rozgrywane będą w dość zaskakujący, ale i rewolucyjny sposób. Często bowiem okaże się, że pion to poziom i na odwrót. Dopiero w takich momentach Ciemna Pustka ukaże swój kunszt – wykorzystując jako osłony dosłownie wszystko, co będzie w pobliżu, eliminując przeciwników poprzez szybkie salwy z broni tudzież filmowo wręcz wykonane zrzuty w przepaść, kończąc wreszcie na kolejnych QTE, polegających na kurczliwym trzymaniu się krawędzi platformy. Wszystko podlane nieco sosem odrzutowym, bowiem przemieszczając się w pionie i do góry wykorzystamy nasz plecak. Na udostępnionych dotychczas przez twórców gameplayach prezentuje się to niebywale smakowicie, więc chyba jest na co czekać.
Wątpliwa uroda Unreal Engine 3
Tym bardziej, że Dark Void to ponoć kilkanaście godzin sowitej porcji rozrywki. Mówię o samej kampanii, gdyż trybu dla wielu graczy niestety nie przewidziano. A szkoda, bo pojedynki powietrzne pomiędzy kilkunastoma śmiałkami na jednej planszy mogłyby zrobić prawdziwą furorę.
Jest... nierówno
Za oprawę wizualną odpowiada Unreal Engine 3, co chociaż na papierze zapewnia odpowiednią jakość. Niestety, wersja demonstracyjna wcale nie wygląda najlepiej, choć należy przyznać autorom, że zaimplementowali całkiem przyjemne dla oka widoki i pejzaże. Na szczęście, także animacje Willa nie budzą zastrzeżeń, czego nie można już powiedzieć o naszych oponentach. Ci biegają bez ładu i składu, kanciasto i nieporadnie. Choć, z drugiej strony, to przecież robotopodobne stwory, stawów jako takich pewnie nie posiadają. Środowisko nie jest interaktywne, nie zniszczymy go w stylu najnowszego Red Faction. Czyżby zatem Dark Void polegnie na płaszczyźnie technicznej? Obym się mylił...
Co z ciebie wyrośnie?
Dark Void ma aspiracje na tytuł jednej z najoryginalniejszych i najciekawszych produkcji pierwszego kwartału. Moje obawy dotyczą jedynie kwestii problemów i niedociągnięć technicznych, które prawdopodobnie ujrzymy niestety w wersji finalnej, bowiem do premiery zostało ledwie kilkadziesiąt godzin. Jak wypadnie przygoda w równoległej rzeczywistości Voidu? Miejmy nadzieję, że godnie.