
Opis ProduktuWydawać by się mogło, że w kwestii sieciowych shooterów nic nowego wymyślić już się nie da… Jednak jest szansa na powiew świeżości w tym gatunku, a jest nią produkcja niemieckiego studia Acony pt. Parabellum.
Twórcy sami nazywają swe dzieło mianem MMO-FPS (Massive Multiplayer Online First Person Shooter… Uff...), co w pełni oddaje aspiracje studia. Niemieccy deweloperzy chcą bowiem stworzyć bodaj pierwszą w historii grę FPS, w której równie ważne co walka, mają być elementy żywcem wyjęte z RPG. Przynajmniej tych sieciowych, czyli znanych i (nie) lubianych MMORPG-ów.
"Nieliniowa dynamiczna kampania multiplayer" – whatever it means
W 2018 roku miała miejsce prywatyzacja globalnych sił militarnych, w skutek czego powstało wiele organizacji zrzeszających byłych żołnierzy, najemników i ludzi spragnionych mocnych wrażeń. Z czasem na znaczeniu zyskały dwie z nich - Syndykat (w uproszczeniu: anarchiści) oraz rywalizująca z nim CTF (znów upraszczając: kontr-anarchiści). Obydwa ugrupowania mają jednak coś wspólnego - należą do C.I.N., globalnej sieci, w której zamieszczane są zlecenia dla najemników pochodzących z dowolnej frakcji, oczywiście jej założycieli zupełnie nie obchodzi fakt, że od przebiegu wydarzeń zależą losy świata.
Ostra wymiana ognia w ciasnej zabudowie - tygryski to lubią!
Tak przedstawia się historia w Parabellum, będąca – jak to zwykle w sieciowych shooterach bywa – pretekstem, by jedni strzelali do drugich i vice versa. Samo strzelanie odbywa się natomiast w nieco futurystycznej otoczce. Sceneria gry, podobnie jak i wygląd żołnierzy czy niektórych pukawek wyglądają dość „przyszłościowo”. Poza tym, choć sam widziałem jedynie jakieś industrialne miejscówki i ulice prawdopodobnie amerykańskiego miasta, podczas gry mamy zwiedzić niemal cały glob wzdłuż i wszerz. Zobaczymy.
Ale o co właściwie chodzi z tą „nieliniową dynamiczną kampanią multiplayer”? Największą niespodzianką w Parabellum ma być właśnie owa kampania, jeden z dwóch najbardziej zbliżających ten tytuł elementów do MMORPG. Raz jeszcze w dużym uproszczeniu: to coś w stylu APB, ale nie do końca. Gra na bieżąco zlecać ma graczom (a propos – naraz grać będzie ponoć mogło do 32 osobników) poprzez sieć C.I.N. kolejne zadania do wykonania, a każdy wybór, którego dokonamy podczas tychże ma w czasie rzeczywistym wpływać na dalsze losy świata gry. Jak wyglądać to będzie w praktyce – pojęcia nie mam, ale zapowiada się całkiem smakowicie. Oby tylko potencjał tego pomysłu nie został zmarnowany przez marne wykonanie, a o to nietrudno przy tak dużych ambicjach.
Oprócz zabudowań w grze mają pojawić się również nieco bardziej otwarte przestrzenie - zobaczymy
Zrób pan siebie i rozwal wszystko!
Jak wszem i wobec wiadomo, jedną z najważniejszych rzeczy w erpegach jest rzecz jasna kreacja postaci. W Parabellum będzie można zadbać o dosłownie każdy najdrobniejszy szczegół naszego alter ego. Od malowania twarzy, poprzez ubiór, na uzbrojeniu i opancerzeniu skończywszy. Twórcy obiecują niespotykaną do tej pory w shooterach dowolność w przyodziewaniu bohatera. Niemal wszystko, od hełmu po buty, zależeć ma od wyboru gracza. Jeśli tylko ta obietnica zostanie dotrzymana, może to być jeden z mocniejszych „ficzerów” Parabellum. W końcu nie lada frajdę sprawia bieganie swoim awatarem wyróżniającym się pośród wielu innych. A na jednym filmiku widziałem nawet okulary-gwiazdki, które niewątpliwie dodadzą uroku (i powagi...) prującym do siebie najemnikom. Dodatkowo za sukcesy w grze nagradzani będziemy nowymi klamotami dla naszej postaci i różnego typu dodatkami – ale to w sumie już standard.