Opis ProduktuCzasami sobie tak myślę…
Przyznajcie się – każdy z Was kiedyś myślał, jak to by było władać czasem. Nauka na sprawdziany odeszłaby do lamusa, w pracy odnosilibyśmy same sukcesy, a psikusy wyrządzane podczas imprez przechodziłyby do historii. Gdy już wyłączymy wyobraźnię, a tryb ‘’real’’ ustawimy na ‘’on’’… odpalmy Singularity. Tam odpowiednie zarządzanie czasem to podstawa bytu.
Grafika robi spore wrażenie. Wymagania sprzętowe również...
Masz czas?
Produkcją Singularity zajmuje się amerykańskie studio Raven Software. Ludzie ci odpowiedzialni są za kilka głośnych tytułów, m.in. Soldier of Fortune, Star Wars: Jedi Knight, X-Men Origins: Wolverine, najnowszego Wolfensteina, a także grę Heretic. Wszystkie znaki na niebie i ziemi, trailery wrzucane przez Activision do sieci niemalże hurtowo i świetnie wyglądający gameplay wskazują na to, że do wymienionych produkcji dołączy niedługo Singularity. Dlaczego?
Przede wszystkim dlatego, że oferuje rozgrywkę, jakiej gracze już dawno nie widzieli. Zabawy z czasem kojarzę z dość podeszłego Time Shifta i rzecz jasna – Piasków Czasu, czyli chyba najbardziej innowacyjnej części Księcia Persji. Fenomen władzy nad czasem zauważyli też twórcy Race Driver: Grid, dzięki czemu ich dzieło do tej pory cieszy się wielką popularnością, a na dodatek należy do zacnego grona najlepszych wyścigów wszechczasów. W wymienionych grach mogliśmy wpływać na przebieg czasu i czerpać związane z tym korzyści. Twórcy Singularity postanowili podejść do patentu z jego cofaniem lub przyspieszaniem w zupełnie inny sposób. A trailery i gameplaye udowadniają, że nie powinni wyjść na tym źle. Zacznijmy jednak od początku.
Znów ci Amerykanie…
Dawno, dawno temu, tuż po zakończeniu II wojny światowej, na świecie rozgorzała walka o dominację. Zażarte potyczki toczyły ze sobą władze ZSRR i przez-całe-życie-ratujących-świat Amerykanów. Ci pierwsi, którym przewodził towarzysz Stalin, nie przebierali w środkach i za wszelką cenę chcieli zdobyć przewagę nad konkurentami. W tym celu postanowili w całkowitej tajemnicy zbadać Element 99, czyli pierwiastek pozwalający wzmocnić wszystkie zjawiska fizyczne zachodzące w otaczającym nas świecie. Jak wiadomo, broń taka mogłaby być setki razy potężniejsza od bomb atomowych czy pocisków dalekiego zasięgu, którymi to Związek Radziecki już dysponował. Bazę badawczą wzniesiono na odległej wyspie położonej na Półwyspie Kamczatka. Mimo że nikt nie miał pojęcia czym na dobrą sprawę jest pierwiastek i co może wywołać, niebezpieczeństwo zaakceptował Józef Stalin. Wszystko szło dobrze, aż do 21 września 1950 roku. Wtedy to rosyjski naukowiec, Victor Barisov, na rozkaz władz uruchomił znajdującą się na wyspie maszynę, czym spowodował wielką katastrofę. Jak mówi fabuła, Stalin przed samą śmiercią wydał rozkaz kwarantanny skażonego terenu, któremu na imię Katorga-12.
Oprócz broni z okresu II wojny światowej, ujrzymy też tą futurystyczną. Będzie bolało!
W roku 2010 Amerykanie wpadają na trop badań mających miejsce się na Kamczatce przed ponad 60-ciu laty. Katorga-12 przestaje być tajemnicą (przynajmniej dla oddziałów specjalnych USA), a siły Special Forces wysyłają do zbadania terenu wyspy kapitana Nathaniela Renko. Będąc nad skażonym obszarem samolot głównego bohatera zaczyna dziwnie się zachowywać. Okazuje się, że po tylu latach od badań moc Elementu 99 jest wciąż żywa. Aby uniknąć rychłej śmierci pilot katapultuje się i… zaczyna zdawać sobie sprawę, że wydostanie się z nieprzyjacielskiej wyspy będzie najtrudniejszym zadaniem w jego życiu. Dlaczego?
Wyspa tajemnic
Oprócz Nate’a Renko, główną bohaterką gry jest właśnie wyspa. Katorga-12 to jednak nie do końca zwykła wyspa. Co jakiś czas przez jej obszar przechodzi potężna fala - anomalia spowodowana Pierwiastkiem 99, która ma ogromne znaczenie dla przebiegu gry. Przywraca ona bowiem cały obszar wyspy, wraz z znajdującymi się na niej przedmiotami, budynkami i ludźmi, do stanu z roku 1950. I o ile przechadzka w teraźniejszości nie jest niczym szczególnie niebezpiecznym, o tyle przeszłość przynosi ze sobą wiele kłopotów. Przede wszystkim są to żołnierze rosyjscy, najlepsi z najlepszych – Specnaz. To oni przywitają nas na wyspie i zadbają, abyśmy jej nie opuścili. Trzeba podkreślić, że członkowie elitarnego Spetsnazu, których spotkamy na Katordze-12, zostali wyszkoleni jeszcze za czasów Stalina, a więc za wszelką cenę dążyć będą do wyeliminowania intruza. Decydując się na podróż w głąb wyspy musimy być przygotowani na jeszcze mocniejsze wrażenia i jeszcze silniejszych oponentów. Element 99 powołał do życia wiele różnego rodzaju monstrów – od niewidzialnych, po małe i cholernie sprytne, bluzgające toksyczną wydzieliną i ogromne, na które konieczne będzie znalezienie odpowiedniej taktyki walki. Myślę, że na nudę nie będzie można narzekać.
To jedno z wielu zastosowań TMD - przywracanie przdmiotom dawnej świetności.
TMD – Tego Musisz Doświadczyć!
Aby rozprawić się z opisywanymi przed momentem kreaturami i żołnierzami Specnazu, potrzebna będzie broń. Twórcy oddali do naszej dyspozycji dość zróżnicowany oręż. Oprócz pukawek obecnie używanych przez wojska na całym świecie, dostępne też będą karabiny z lat 50. XX wieku. Mam nadzieję, że mając tak szerokie pole do popisu Raven nie zmarnuje szansy i zaskoczy graczy dużym magazynem broni do wyboru. Nawet jeśli tak się nie stanie, studio będzie miało coś naprawdę potężnego na swoją obronę - TMD, czyli Time Manipulation Device, co polski dystrybutor, firma LEM, przetłumaczył na Urządzenie Manipulujące Czasem (UMC). To jeden z najlepiej zapowiadających się growych gadżetów ostatnich lat. Ma ogromną moc, która została w pełni oddana w ręce gracza. A raczej rękę, bo urządzenie to znajdować się będzie na lewej dłoni kapitana Nate’a Renko.
Na dobrą sprawę nie da się w skrócie opisać wszystkich funkcji TMD. Ma ono wiele różnych zastosowań, ale najważniejsze z nich to, rzecz jasna, możliwość wpływania czasem na znajdujące się na wyspie przedmioty i stworzenia. Dla przykładu: po rozprawieniu się z dziesiątką mocarnych wrogów, widzimy zawalony most. Poddajemy się? Wracamy i szukamy okrężnej drogi? Ależ skąd! Używamy TMD, aby przywrócić most do dawnej świetności (czyli do roku 1950, kiedy to miał on się jeszcze całkiem nieźle). Sami przyznacie, że brzmi to nadzwyczaj interesująco. Oczywiście to samo możemy też robić w drugą stronę. Gdy jakiś element otoczenia przeszkadza nam w dotarciu do celu, postarzamy go, czyli zamieniamy w kupę gruzu.
Fala czasu, czyli największa zagadka Katorgi-12.
Przeciwnicy chyba nie polubią cacka, którym władamy, ponieważ dzięki niemu mamy spektrum nowych możliwości walki. Zaliczają się do nich na przykład chwytanie i rzucanie przedmiotami w oponentów, rozniecanie ognia i ciskanie płomieniami. Poza tym możemy zmieniać tor lotu rakiet i skierować je wprost we wroga. Jeśli chodzi o zmiany wywołane czasem – one również będą miały swój udział w potyczkach. Twórcy chyba na poważnie potraktowali słowa „Z prochu powstałeś i w proch się obrócisz”, bo postarzały przez nas żołnierz zamienia się w pył i… znika. W drugą stronę działa to nieco inaczej. Oczywiście nikt nie wpadł na pomysł, aby przeciwnik młodniał w oczach i zamieniał się w dziecko (to zresztą byłoby przyczyną niemałego skandalu). Odmłodzony oponent zamienia się w potwora, z którym trzeba się rozprawić w zwykły sposób… lub ponownie użyć TMD i wykorzystać moc o nazwie Deadlock. Dzięki niej możemy stworzyć kopułę energii, która wszystkie znajdujące się w jej obszarze istoty zatrzymuje i nie pozwala im wykonać najmniejszego ruchu, a gdy znika – unicestwia je. Mamy wtedy czas na zajęcie się resztą nieprzyjacielskiej zgrai lub poszukaniu drogi wyjścia z danej lokacji. A w tym właśnie pomóc nam ma druga moc – Chronolight. W użyciu wygląda jak portal, dzięki któremu wiemy jak przedmioty współczesne wyglądały przed wybuchem. To swego rodzaju wskazówki, pozwalające znaleźć odpowiedź na zagadki logiczne, a tych w Singularity na pewno nie zabraknie.
Piękna śmierć
Grę napędza sprawdzony już w dziesiątkach produkcji Unreal Engine 3. Trzeba przyznać, że graficy odwalili kawał dobrej roboty, bo na screenach i trailerach gra prezentuje się miodnie. Świetne są efekty wywoływane przez falę czasu i TMD. Oprawa wizualna może nie powala tak bardzo jak np. Crysis, ale jeśli gameplay będzie trzymał poziom grafiki, możemy spodziewać się hitu.
Na tej zasadzie działa Chronolight - pokazuje stan przedmiotów sprzed 60-ciu lat.
O trybie multiplayer jeszcze do niedawna twórcy nie chcieli mówić zupełnie nic. Ostatnio ujawnili jednak kilka szczegółów i zaprezentowali film pokazujący w co będą mogli się bawić posiadacze oryginalnej kopii gry. Naprzeciw siebie staną ludzie i potwory. Ci pierwsi korzystać będą ze zwykłej broni, ale podejrzewam, że w niektórych trybach przyda się też TMD. Mutanty posiadają inne zdolności, m.in. chodzenia po ścianie czy wydalania z siebie trujących wydzielin. Sporą różnicą pomiędzy nimi jest kamera – ludzie grają w widoku pierwszoosobowym, a potwory w trzecioosobowym. Z zapowiedzi wynika również, że drogą do zwycięstwa będzie współpraca, ale takie są przecież założenia wszystkich shooterów wieloosobowych. Z euforią związaną z multiplayerem Singularity zaczekałbym więc do premiery.
Obawy?
No właśnie – obawy. Gracze na całym świecie przekonali się już nie raz, że zapowiedzi potrafią być przekolorowane, screeny retuszowane, a trailery… to trailery. Jakie pytania dręczą mnie w związku z Singularity? Czy nie będzie to gra jednego patentu? Czy nie będzie do bólu liniowa? Czy fabuła okaże się jedynie dodatkiem do TMD? Z odpowiedzią na te i inne pytania poczekajmy do premiery, która w Polsce wyznaczona została na drugi dzień lipca (wersja z polskim dubbingiem!).