
Opis ProduktuNajbardziej rozpoznawalny biust branży komputerowej po niemal dwuletniej przerwie wraca do gry! Mowa naturalnie o niezastąpionej Larze Croft, bohaterce słynnej serii Tomb Raider. Tym razem jednak twórcy, studio Crystal Dynamics, odchodzą dość poważnie od kanonicznego schematu trzecioosobowej przygodówki na rzecz...
Lary Croft and the Guardian of the Light - arcade’owej gry akcji z rzutem izometrycznym! Czy nawet tak zasłużona dla rozrywki elektronicznej postać, jak boska Lara wyjdzie zwycięsko z tak diametralnej zmiany?
Dalej od epickiego torsu...
Po raz pierwszy Larze przez całą rozgrywkę towarzyszyć będzie inna grywalna postać. I to nie byle kto, bo sam aztecki bóg Totec. Nie trudno się domyśleć, że fabuła po raz kolejny będzie nawiązywać do starożytnych legend, sekretnych skarbów oraz walki z żądnym potęgi i zemsty antagonistą. Zaczynamy dwa tysiące lat temu, gdzie miejsce ma kolosalna bitwa armii Toteca z wojakami Xolotla o (a jakże!) potężny artefakt The Mirror of Smoke. Ten drugi ponosi sromotną klęskę i na setki lat opuszcza nasz fizyczny świat. Los jednak tak chciał, że gdy przeniesiemy się już w czasy współczesne, relikt zostanie zwyczajnie skradziony przez poszukiwaczy skarbów, którzy rozgniewali i jednocześnie przywrócili do życia Xolotla, chcącego teraz zniszczyć całą ludzką rasę. W tym momencie przejmujemy kontrolę nad panną Croft, a jej zadaniem będzie naturalnie rozwikłanie paru zagadek i wyratowanie zagrożonej ludzkości przed gniewem antycznego bożka.
Zaimplementowanie dwójki protagonistów będzie miało decydujący wpływ na wygląd rozgrywki. Jej podstawą ma być bowiem kooperacja bądź z jednym znajomym przez Sieć lub jeden komputer, bądź też ze sztuczną inteligencją. W tym drugim przypadku raz pokierujemy poczynaniami Lary, raz Toteca. Dzięki takiemu zabiegowi otrzymamy dwa modele gameplay’u, gdyż obie postacie dość znacznie się od siebie różnią. Jaka jest Lara wszyscy wiemy – dysponuje swoimi niezawodnymi dwoma pistoletami, którymi może pruć do woli w bardzo dziwnych oponentów (jakieś ruchome posągi, ogromne pajęczaki, słowem totalny hardkor), zaś w sytuacjach krytycznych dostanie się w niedostępne dla Toteca miejsca ze względu na swoją zwinność i, ekhem, rozciągnięte ciało. Nie w jej gestii leży zaś walka w zwarciu, gdyż to aztecki bóg walczący po naszej stronie wykorzysta swoją włócznię, tarczę oraz niebywałą wytrzymałość i siłę, gdy już dojdzie do negocjacji bezpośrednich. Z czasem nauczy się nawet wykorzystywać zalety karabinów maszynowych – wtedy nic ani nikt go nie powstrzyma.
Rozgrywka polegać będzie na wzajemnym uzupełnianiu się umiejętności Lary i Toteca. Gdy napotkamy na wysokie kondygnacje zabudowań, panna Croft wykorzysta linkę z hakiem lub wbitą przez Azteka włócznię, by przedostać się wyżej. Oczywiście nie zostawi za sobą towarzysza na pastwę losu – rzuci mu po prostu linę. Innym razem nasza „dobrze obdarzona przez Najwyższego” bohaterka skorzysta z tarczy Toteca niczym kolejnej platformy, z której łatwo dostanie się do przełącznika czy innego interaktywnego elementu otoczenia. Lara bez Toteca i Totec bez Lary nie istnieją w tej grze.
Na naszej drodze spotkamy wiele charakterystycznych elementów dla gier platformowych. Mowa naturalnie o wszelkiej maści pułapkach, zapadających się platformach czy schodkach, ogromnych kulach z kolcami i innych kanonicznych „przeszkadzajkach”, bez których nie istnieje dobra platformówka. W LCatGotL (skrót FTW!) natkniemy się na całe sekwencje omijania i unikania tego typu zesłanych przez samych bogów azteckich przeszkód na drodze Lary i Toteca. Jak bardzo uprzykrzy nam to życie, zobaczymy po premierze.
Changes...
Tak czy siak, największą bolączką dotychczas wydanych gier traktujących o przygodach Lary Croft były zdecydowanie sekwencje strzelankowe. Zabijcie mnie, ale chaos, niedopracowanie, budżetowość – te trzy epitety nasuwały mi się od razu po kilku minutach spędzonych chociażby w Underworld. Jak na razie mieliśmy okazję ujrzeć co nieco na kilku wypuszczonych dotąd trailerach i jedno mogę stwierdzić już teraz – prezentuje się to lepiej, ale trailer przedpremierowy a sama gra to często dwa różne światy...
Kolejną rzeczą, która różni Larę Croft and the Guardian of the Light od innych odsłon przygód pani archeolog jest widok izometryczny na arenę rozgrywki. Dotychczas mieliśmy do czynienia jedynie z trzecioosobowym postrzeganiem świata, teraz twórcy chcą nam zaserwować zupełny oldskul w tym temacie. Nie da się ukryć, że najnowsza produkcja Crystal Dynamics reklamowana jest jako swoista mieszanka przygodówki, platformówki, gry akcji oraz hack’n’slasha w akompaniamencie silnika graficznego znanego z Tomb Raider: Underworld. Znamię slashera zaobserwujemy w ilości przeciwników do wysiekania oraz właśnie kamerze zawieszonej nad placem boju.
Jeszcze miesiąc!
Tak czy siak, myślę że warto poczekać jeszcze trochę na premierę „nieco” odmienionych przygód Lary Croft. Debiut zaplanowany jest na przyszły miesiąc, dokładnie 18 sierpień, na konsolach X360, Wii i PS3 oraz pecetach. Tak jak w przypadku zapowiadanych przeze mnie już od dłuższego czasu tytułów, także i ten będzie dostępny jedynie na drodze dystrybucji elektronicznej. Mam nadzieję, że pozostały miesiąc studio Crystal Dynamics spędzi na doskonaleniu i szlifowaniu swej nietypowej produkcji. Oby Lara wróciła w jeszcze lepszej kondycji, niż poprzednio!