
Opis ProduktuWierzycie w przeznaczenie? Jeśli tak, to czy wierzycie, że można przed nim uciec? A jeśli tak, to czy to się jeszcze liczy jako przeznaczenie? Według twórców Kingdoms of Amalur: Reckoning przeznaczenie istnieje, ale z pewnym wyjątkiem...
Głębokie wody
Warto już na początku narobić trochę szumu wokół tego tytułu. Dlaczego? Otóż ową grę tworzy debiutanckie studio, ale już na starcie zaopatrzone w doświadczone osoby z branży rozrywkowej. Nazwiska creditsów zdobią bowiem
Ken Rolston (maczał palce przy
TES3: Morrowind i
TES4: Oblivion),
Todd McFarlane (wykreował postać Spawna, pracował przy
Spider-manie i
Hulku) i
R.A. Salvatore (autor znany głównie dzięki
Drizztowi Do'Urdenowi). Ten ostatni nie pierwszy raz bierze się za gry wideo, już wcześniej pisał bowiem scenariusz do
Forgotten Realms: Demon Stone - również z gatunku
action cRPG. Pisarz ów stworzył cały świat przedstawiony wraz z historiami i kulturami ras w grze, jaki został oprawiony kreską artystyczną
Todda McFarlane'a. O rozgrywkę obawiać się raczej nie musimy, chyba że
Morrowind i
Oblivion Wam się nie podobały. Na czym wic polega w przypadku
Kingdoms of Amalur: Reckoning, że samo
Electronic Arts wzięło je pod swoje skrzydła dystrybucyjne?
Miota sztyletami jak szatan!
Kowalem swego losu być
W krainie
Amalur wszyscy są ograniczeni przez przeznaczenie. Przyszłość jest z góry zapisana i nikt nie może jej zmienić. Poza jedną osobą, w którą wcieli się gracz. Nasz protagonista zostaje przywrócony do życia, by samodzielnie wykuć swoje dzieje (ciekawe, czy było mu to pisane?). Jako że nie ma przeznaczenia, może sam podejmować decyzje. Dzięki temu
Amalur jawić się nam będzie jako
sandbox bez ograniczeń (chyba że gdzieś stanie nazbyt przerośnięty potwór). Na początku wybierzemy spośród czterech grywanych ras, acz bez wyboru odrębnej klasy - wszak to by ograniczało naszą dowolność. W miarę rozwoju będziemy mogli zainwestować punkty w łącznie 66 umiejętności podzielonych na trzy drzewka umiejętności odpowiadające za siłę, finezję i magię - mamy tu więc typowy trójpodział na wojownika, zabójcę i maga.
Jedną z ciekawszych cech
Reckoning jest system walki. Jest on oparty na typowych dla
action cRPG kombosach ze sporadycznymi wstawkami
Quick Time Events. Choć taktyka wiele tutaj da, poziom postaci będzie grał pierwsze skrzypce. Ogólnie twórcy mówią, że bitwy będą swego rodzaju małżeństwem
God of War i
Obliviona - jeśli tylko połączą faktyczną jakość obydwu, może wyjść smaczny kąsek. Tym bardziej, że broni jest co nie miara – poza tradycyjnymi sztyletami, toporami, mieczami, młotami czy łukami, znajdziemy tu także narzędzia zagłady rodem ze Wschodu. Mało? To jeszcze dorzućmy do puli crafting własnych przedmiotów. Poza walką możemy również wdać się w konwersacje inspirowane mocno
Mass Effectem, by lepiej kształtować swoją ścieżkę fabularną.
Klasyczny jeb lagą w ziemię wciąż daje radę.
Potencjał pełnej palety
Projekt świata gry wyszedł, muszę to przyznać, smakowicie. Wszystko za sprawą wykorzystania pełnej palety barw, czego brakuje często w nawet głośnych grach (np.
Gears of War). Grafika jest równie barwna, co w
Trine czy
Fable, a z tym ostatnim na pewno skojarzymy niejeden efekt specjalny związany z umiejętnościami bohatera w trakcie walk. Animacje również prezentują się smakowicie, zwłaszcza że dostosowywane są odpowiednio do przeciwnika (jak w
Legend: Hand of God). Za ścieżkę dźwiękową odpowiada
Grant Kirkhope, kompozytor melodyjnych soundtracków do
Banjo-Kazooie czy
Viva Piñata. Świat ogólnie może się kojarzyć z grami
MMO, bowiem pierwotnie gra miała być z tego gatunku, lecz później zdecydowano się na przygodę dla pojedynczego gracza. W przyszłości możemy jednak oczekiwać rozwinięcia wątku w
MMORPG.
Ale biusty wciąż przerośnięte...
Czarny koń 2012?
Nie da się ukryć, że
Kingdoms of Amalur: Reckoning zapowiada się nader przyzwoicie. Jakichś ultranowości co prawda nie ma, ale zebrano tutaj do jednego tytułu wiele dobrych cech rozwianych po wielu grach. Ta receptura może zaowocować miksturą godną pretendenta do tytułu gry roku, i to już niemal na samym początku roku 2012. Ja tam narzekać nie będę, do premiery
Mass Effect 3 trochę czasu zostanie. U nas bowiem gra zawita na półki sklepowe 10 lutego.